Blog dedykuję Sayreen, Choco i Valeriane. Dziękuję Wam za wszystko ♥
Czwarty września 2016
Maggie siedziała na huśtawce i z ponurą miną szurała stopami po ziemi. Kopnęła jeden z większych, wystających kamyków i obserwowała bez zainteresowania jak szara grudka znika w wysokiej trawie. Mocniej zacisnęła palce na starym, pokrytym rdzą łańcuchu. Z pomalowanego na niebiesko, drewnianego siedziska już od dawna schodziła farba, odrywając się sporymi płatami i odkrywając brudne drewno. Mimo wszystkich przeciwności losu, to właśnie tutaj siedziała, oddalona nieco od domu. Spuściła głowę, a jasne kosmyki włosów, nierówno przycięte, opadły na jej okrągłą buzię.
Dzisiaj skończyła dziesięć lat.
Dzisiaj rodzice znowu się kłócili.
Nie wiedziała o co chodzi - nie znała się na tych poważnych, dorosłych sprawach. Napięta sytuacja w domu trwała już od wielu dni, a ona z dziecinną ostrożnością starała się unikać sporów. Nienawidziła krzyków i tych brzydkich słów, które wtedy padały, chociaż znała je teraz na pamięć, niczym piosenki z dzieciństwa. Jeszcze wczoraj zapytała Cody'ego, starszego brata, o sprzeczki rodzicieli. A Cody, jej niemalże mentor, z ważną miną powiedział:
- Kłócą się o kasę, jak wszyscy dorośli. Jeśli się nie dogadają to wezmą rozwód, ja pójdę z tatą a ty zostaniesz tutaj z mamą i nigdy, przenigdy się już nie zobaczymy.
Nie mogła wczoraj zasnąć, tak bardzo się zdenerwowała.
Ale dzisiaj siedziała tutaj, na tej starej i zaniedbanej huśtawce, i nawet stąd słyszała podniesione głosy mamy i taty. Słowo "rozwód" raz po raz pojawiało się w jej myślach niczym najczarniejsza klątwa, najgorszy koszmar. Wpatrywała się w dom z taką intensywnością, jakby samym spojrzeniem mogła zarządzić błogą ciszę. Powolutku zsunęła się z huśtawki i podniosła różowy, szkolny plecak oklejony naklejkami z Krainy Lodu. Zrobiła kilka niepewnych kroków w stronę domostwa i nagle przystanęła, targana niepewnością. Zakołysała się lekko i zerknęła przez ramię w stronę lasu, który otulał ich posiadłość niemal z każdej strony.
Wtedy zobaczyła latawiec.
Znała las niemal tak dobrze jak własną kieszeń. Kiedy wszystko jeszcze było dobrze, całą rodziną chodzili do lasu na grzyby lub urządzali pikniki ze znajomymi na sporej polanie w samym sercu niewielkiego zbiorowiska drzew. To właśnie tam ktoś puszczał latawiec, który chwiał się na wietrze niemal z dostojnością - piękny, kolorowy motylek z różowymi wstążkami uczepionymi skrzydeł. Maggie uśmiechnęła się lekko i pomyślała, że może ten dzień nie był jednak taki najgorszy. Chciała w odpowiedzi posłać w niebo swój latawiec, ale Cody połamał go dawno temu, i nikt jakoś nie śpieszył się z naprawą. Tak bardzo pragnęła chociaż na chwilę zapomnieć o kłopotach, na krótki moment znów być tylko małą dziewczynką.
Odwróciła się napięcie i pędem ruszyła w stronę ściany drzew, dobrze znaną ścieżką biegnąc w stronę leśnej polanki.
Popatrzy tylko chwilkę i wróci do domu. Może właściciel latawca pozwoli i jej na chwilę się pobawić?
Wróci do domu za kilka minut i wszystko znów będzie dobrze.
. . . . . . . . . . . . . . . . .
Prolog już za mną :v Początki są najgorsze, i wiem, że ten pewnie nie mówi zbyt wiele... Ale obiecuję, że w następnych rozdziałach będzie ciekawiej. Zapraszam do czytania i komentowania : )
Dzięki za taką potężną, poważną dedykację! W końcu cały blog to nie mała rzecz, zwłaszcza taki, na którym po kawałku, po odcinku będziesz zamieszczać swoją własną historię. Pełną twistów, zwrotów akcji, seksu, krwi i w ogóle! :V Ale poważnie, bardzo dziękuję za wielki honor mój ty kochany szynerku ♥♥♥
OdpowiedzUsuńJeśli chodzi o prolog, jest świetny i bardzo żałuję, że to póki co tylko tak krótko :< Uwielbiam jak ten klimat się buduje w kryminałach, głównie dzięki świetnym opisom - takim jak ten tutaj. Normalnie poczułam, że nagle znajduję się w tamtym świecie, że z krzaków obserwuję dziewczynkę siedzącą samotnie, a później poczułam, jakbym razem z nią biegła do lasu. Już wiem, że to się dobrze nie skończy, na pewno nie, sądząc po ostatnim - jak mniemam - dość ironicznym zdaniu. Ale to dobrze! Rozpaliłaś moją ciekawość do maksimum! *^*
Zbudowałaś porządny fundament pod opowiadanie. Dobra robota! *Q* Chociaż jeszcze na pewno wiele pracy przed tobą, wiele chwil braku weny albo chęci (to jest przecie obowiązkowy punkt pisania opowiadań), to ja będę zawsze tutaj w pogotowiu, żeby cię kopnąć do roboty i zagrzać do walki! :*
No bo nie odpuszczę sobie dobrego kryminału B)
Uwielbiam ♥
Witam B)
OdpowiedzUsuńZ góry sorry, że nie skomentowałam wczoraj, ale nie byłam w formie na komentarz, jaki chciałabym dodać. Dlatego wolałam poczekać do dziś, wiedziałam że najdą mnie nowe sily z samego rana x"d
Muszę przyznać, że w ogóle pierwsze co tutaj przeczytałam to "O blogu". No i aż mnie w sumie dreszcze przeszły, bo myślę sobie: co to, opis okładki nowej książki Cobena? A tu nie, to opowiadanie mojego synka! Ta krótka notatka sama utwierdziła mnie w przekonaniu, że tu się będzie działo. To co, zaczynasz pisać książkę? : D
Oczywiście dziękuję za dedykację!~ ; - ; (nie dziękuję za dedykację dla bambusa xd) Bardzo jest mi miło, że to też po części dla mnie! ♥♥
Prolog jest krótki, ale świetny - jestem przekonana, że oto właśnie przedstawiłaś nam tajemniczą sprawę, którą zajmie się w przyszłości Neal. Aż dreszcze miałam,poza tym jak już wiesz, wystraszyłaś mnie, a to cecha dobrego kryminały jest. Czytelnik musi czuć adrenalinę. Uważam, że jest to zajebisty wstęp do czegoś, co będzie wielkie o ile tylko to pociągniesz. Tak jak Walerian pisał, dużo jeszcze ciężkich i wspaniałych chwil przed Tobą, o ile się nie poddasz (a nie poddasz się bo Ci nie pozwolę ♥).
Mam nadzieję, że zaczynasz już pisać rozdział pierwszy <3 Bo nie mogę się go doczekać :)
Weny życzę, kochany Januszku
♥♥♥
Będzie wybitnie krótko, bo niestety spieszę się do pracy i za jakieś 5-10 minutek muszę wychodzić, a jeszcze nie mam butów na nogach.
OdpowiedzUsuńPo pierwsze to się zacząłem zastanawiać ile ma lat ten braciszek i czy naprawdę wierzy w takie bzdury jakie opowiada, czy chciał po prostu nastraszyć siostrzyczkę. Rozwód nie zawsze wiąże się z rozdzieleniem rodzeństwa. Zazwyczaj sądy wolą tego nie robić. Poza tym czemu nigdy więcej się nie zobaczą po tym rozwodzie? Przecież są widzenia, czasami nawet zasądzone przez sąd. Wydaje mi się, że więc chciał siostrę nastraszyć i przyznam, że za tak głupie słowa, jeśli on ma jakieś 13-15 lat, to mu się porządny wpierdol od ojca należy, bo niepotrzebnie i tak już martwiącej się siostrze niszczy psychikę.
Kolejna sprawa, to sami rodzice. Nie mam nic do dorosłych kłócących się przy dzieciach, bo nie wszyscy jesteśmy stoikami i nie ma też co przesadzać. Ludzie się kłócą, dzieci w piaskownicy, starsi przy grze planszowej czy o to czy był aut czy jednak nie wyszła za linie, a dorośli np o pieniądze, sprzątanie, raty, alkohol, znajomych. Takie już jest życie i nie ma co udawać, że jest zawsze pięknie i wspaniale. Nie rozumiem jednak skąd pomysł z tym rozwodem? Przecież lepiej się czasami pokłócić, spróbować dojść do porozumienia i pogodzić, ale być razem, niżeli się rozstawać, bo nagle zaczął się jakiś konflikt lub jakaś kłoda stoi parze na drodze. Z drugiej jednak strony jeśli już się nie kochają, bo uczuć nie pielęgnowali i jest już za późno na jakąkolwiek naprawę, to lepiej pokojowo się rozstać, z myślą o dzieciach i dla ich dobra, niż drzeć ze sobą koty po kilka razy w tygodniu.
To tyle, a teraz ciekawi mnie ten latawiec. Ktoś dziewczynkę porwie, prawda? Jeśli tak, to ta sytuacja albo wyjdzie małżeństwo w jakiś sposób na dobre i zbliży ich do siebie, albo wręcz przeciwnie - sprawi, że się rozstaną, bo to będzie za dużo dla nich do udźwignięcia wspólnie i prościej im będzie osobno się z tym zmierzyć, co i tak prostą rzeczą tak do końca nie będzie, bo wiadomo, że strata dziecka zawsze boli i z tym się pogodzić chyba mogą tylko dranie i suki, co potrafią własne dziecko zabić czy skatować.
To tyle ode mnie, jakbyś miała czas i ochotę, to zapraszam do siebie:
j-i-s.blogspot.com
Witam :)
UsuńOgólnie rzecz ujmując mogę potwierdzić, że brat to dzieciak, który lubi straszyć młodszą siostrę podobnymi tekstami. Nie wykluczam też, iż sama idea rozwodu jest mu znana, ale wyobraźnia dziecka potrafi czasem zdziałać cuda i poprzekręcać co nieco.
Prolog jest pisany oczyma dziesięcioletniej dziewczynki, której strachem jest myśl o rozstaniu rodziców. Nie rozumiem więc głębokiej analizy małżeństwa, która tutaj nastąpiła, bo chociaż trafna, to nie miała prawa pojawić się w umyśle małego dziecka. Nie wyobrażam sobie, aby dziewczynka mogłaby zdawać sobie sprawę z sytuacji i próbować dojść do tego, jak ją naprawić. To przecież zadanie dorosłych, a ich punktu widzenia tutaj nie ma.
Na pytanie o latawcu nie odpowiem - ostatecznie nie byłoby niespodzianki : ) Mogę zapewnić jednak, że poznamy bliżej rodzinę Maggie w najbliższych rozdziałach i wtedy możesz śmiało wydać osąd w ich temacie.
Na pewno zajrzę do Ciebie, wielkie dzięki za komentarz :)
Oj, ale ja wiem, że ona ma niewiele lat i nie chodzi mi o to, że źle przedstawiłaś jej punkt widzenia, bo choć rozwody są teraz na porządku dziennym i chyba każde dziecko ma w klasie przynajmniej jednego kolegę lub jedną koleżankę z rozbitej rodziny, to jednak dziewczynkę może cechować duża naiwność i nadal może ufać starszemu bratu, który nie raz wpuścił ją w maliny.
UsuńJasne, że rodziców też jako czytelnik widzę oczami tego dziecka, ale oceniam już swoimi - stąd moja wypowiedź na ich temat. Czy zmienię o nich zdanie - nie wiem, zobaczy się. Myślę, że publikowanie opowiadania we fragmentach zmusza do tego, że jednak zmienia się zdanie o postaciach i przedstawionych wydarzeniach raz na jakiś czas, bo tak jak opowiadanie postępuje, tak samo charaktery postępują i to swojego rodzaju jest coś fajnego... tak mi się wydaje.
Ja tam bardzo dobrze rozumiem tą małą, bo jak moi rodzice się kłócili to ja tez pierwsze co miałam na myśli to rozwód. Nawet jeśli ona ma tylko 10lat, to jednak to słowo na pewno jest jej znane, chociażby z telewizji albo od tego brata, więc wcale się nie dziwię, że jest przerażona. Moim zdaniem bardzo trafnie to przekazałaś. Był i strach, i naiwność, i zagubienie... Pasowało mi to do punktu widzenia takiej małej dziewczynki. Tylko ten brat mnie wkurzył. Bo jeśli on również jest mały i nie za bardzo wie co mówi - to ok, spoko. Ale jeśli jest starszy i celowo nastraszył siostrę, to mam ochotę go sprać! Przecież takich rzeczy się dzieciom nie mówi... Grrrr!
OdpowiedzUsuńBardzo ciekawi mnie ten motyw latawca. I genialnie go tu wpasowałaś. Kojarzy mi się z czymś ulotnym, niedoścignionym, a zarazem tajemniczym - bo nie wiadomo kto go puszcza, nie wiadomo gdzie doleci. I jakoś mega pasuje mi do klimatu tego rozdziału.
Pozdrawiam i życzę weny! ;*
I zapraszam też do siebie;)
sila-jest-we-mnie.blogspot.com
No to Maggie już do domu nie wróci :') Mam wrażenie, że ten latawiec to jakiś wabik, choć wątpię, żeby tak faktycznie było. Ech, w mojej głowie zaczyna się roić od pomysłów co może zdarzyć się dalej, a to świadczy tylko o jednym... Kupiłaś mnie tym prologiem.
OdpowiedzUsuńJest on bardzo interesujący i intrygujący - zarówno jak opis bloga, dzięki któremu tutaj trafiłam :)
Jak dla mnie trafnie opisałaś odczucia dziesięciolatki. Praktycznie u większości dzieci w tym wieku przechodzi przez myśl słowo "rozwód", kiedy rodzice się kłócą. Wyobraźnia działa. A w dodatku starszy braciszek wtrącił tutaj swoje pięć groszy, hehe. Wywnioskowałam jednak, że - choć może brat chciał jedynie podokuczać Maggie - w opisywanej przez ciebie rodzinie nie jest zbyt kolorowo. Wszystko przez jedno słowo:(..)"znowu" się kłócili.
Nie pozostaje mi nic innego, jak czekać na pierwszy rozdział. Życzę dużo weny ;)